
Pomimo światowego uznania oraz kilku znaczących nagród, a także nie dającego się z niczym porównać kunsztu warsztatu literackiego Elizabeth Hand pozostaje autorka boleśnie nieznaną przeciętnemu polskiemu czytelnikowi. Jak sama o sobie stwierdziła jest pisarstwo plasuje się gdzieś pomiędzy twórczością Anne Rice, a Stephena Kinga, zarówno pod względem stylu i tematyki.
Treść jej powieści oscyluje zawsze wokół końca świata, zniszczenia oraz katastrofy, natomiast miejscami wzniosła, liryczna forma wypowiedzi rzeczywiście jednoczy ją poniekąd z wysokim językiem Rice.
Nie powinno nas to jednak wprowadzać w błąd, ponieważ Elizabeth Hand, zarówno jeśli chodzi o sposób wypowiadania myśli, jak i kreacje fabuły jest fenomenem na skalę światową.
Elizabeth duża uwagę w swoich powieściach poświęca światłu i ciemności, pojmowanym dosłownie jak i w przenośni, lub paraboli. Postaram się więc skupić tych właśnie aspektach jej sztuki.
Pani Światła. Kolorystyka powieści.
Elizabeth Hand jest mistrzynią budowania nastroju – sposób posługiwania się barwami sprawia, iż ma się wrażenie, że jej książki pachną, czuje się opisywane przez nią zapachy, słyszy dźwięki. Hand do perfekcji opanowała również posługiwanie się światłem.
Kanwa jej powieści zawsze oscyluje wokół jakiegoś światła – w „Przebudzeniu Księżyca” jest to ów wszech potężny księżyc, w „Glimmering” blask zmieniających się i zachodzących na siebie sfer powietrza, łuna przypominająca zorzę polarną, jak też zaznaczona wyraźnie tęsknota za straconymi gwiazdami.
Plastyczny talent Hand nie ogranicza się jednak do owej gry iluminacją. Tym, co również wyróżnia jej powieści jest gra kolorów.
Jakby tego było nie dość, jej powieści posiadają wyraźną i łatwą do wychwycenisa melodię. Wysoki, bezpruderyjny język Hand, która nie boi się pisać szczerze o niczym, sprawia, że jej książki w wielu miejscach brzmią jak hymny lub pieśni, czy nawet – pokuszę się o stwierdzenie – psalmy. Nawet zapach jej nie umknął. O czymkolwiek by pisała, o ogrodzie pełnym wistarii, gorącej, suchej pustyni czy ziemi w listopadowy poranek Hand rzuca nam w twarz ich aromat na równi z dźwiękiem i światłem.
Pani Ciemności. Warsztat.
Jakby dla kontrastu, pomimo tego liryzmu, Hand w większości swych powieści podnosi temat zagłady i katastrofy. Być może paradoksalnie jej bohaterowie nigdy nie tkwią w jej centrum, i niewiele od nich zależy, po prostu gdzieś na obrzeżach rozpadającego się na ich oczach świata, w swój oryginalny sposób starają się ocaleć i przetrwać. Ich jedynym panaceum na Apokalipsę, jedynym światłem w ciemności są relacje z innymi ludźmi, przyjaźń, zachowanie lub odnalezienie człowieczeństwa poprzez nienaruszoną zdolność do emocji.
Powieści Hand cechuje również jaskrawe, charakterystyczne tylko dla jej sztuki zderzenie elementów science - fiction z motywami mitycznymi, jakie zaobserwować można np. w jej pierwszej powieści pt. „Winterlong” , gdzie o swoje miejsce walczy bohaterka-empat, pozbawiona własnych uczuć, oraz jej brat – członek specjalnej kasty kurtyzan, przypominających, jeśli miałabym się do czegokolwiek odwoływać kapłanów post-neolitycznych bogiń w rodzaju Isztar czy Inanny. Czy chociażby odradzający się kult Dionizosa w zapomnianej przez Boga wiosce Kamensic w czasach współczesnych.
Pisarstwo Elizabeth jest twarde, ostre, miejscami może szokować, nie tylko poprzez opisywane zdarzenia, pozornie amoralne akty, lecz także poprzez sposób opisu. Hand bardziej niż jakakolwiek znana mi autorka doprowadziła do maestrii zdolność zestawiania wyrażeń z gruntu rynsztokowych i słownictwa w rodzaju poetyckiej prozy.
Słowem Hand lubi kontrasty. I za to ją cenię.
Pani Światła w Ciemności.
Powieści Elizabeth Hand są z rodzaju tych, które raz przeczytawszy, długo pozostawiamy na półce, nie dlatego, by były nudne – przeciwnie, wciągają jak mało które, jednak są tak przesycone treścią, obrazem – ponieważ pani Hand jest mistrzynią formy – że pozostawiają po sobie silne wrażenie na długo, wręcz na lata po przeczytaniu.
Ponadto stanowią sobą wyzwanie dla filozofii życiowej, a nawet pionu moralnego czytelnika – opisując rzeczy, zjawiska, zdarzenia, które mniej więcej normalny człowiek określiłby mianem okropności, Hand jakby butnie rzuca w twarz : „ No, ile jesteś w stanie znieść?”. Jej pisarstwo jest intelektualnym ryzykiem, literaturą dla odważnych.
Widziane z takiej perspektywy powieści Hand mogą wydawać się ciężkie, mroczne i trudne – nie jest inaczej, jednak czytając je wcale się tego nie odczuwa, ze względu na jej wyjątkową zdolność opisywania okropności tak, jakby była pięknem. Co więcej, posługując się swoim szczególnym darem przekonywania i spowijania w wizje, Hand potrafi narzucić czytelnikowi ów punkt widzenia. Odziera nas w ten sposób ze zdziwienia, z prawa do zdziwienia. Gdy więc pisze o męskich prostytutkach, uprawianiu seksu z trupem, ozdabianiu ciała za pomocą martwych ptaków czy czaszek, wszystko to jesteśmy w stanie przyjąć, w pewien sposób zrozumieć i obdarzyć szczerą tolerancją.
Notabene, jestem świadoma, że nikt kto nie czytał jej książek mi w to nie uwierzy. Bo niby jak – trupy, dziwki, czaszki ?! Zdaję sobie sprawę, że tak opisana przeze mnie Hand ma w ten sposób więcej z wariatki niż artystki, ale cóż – nie posiadam jej daru przekonywania. Żeby mi uwierzyć, trzeba coś z jej twórczości przeczytać.
Istnieje coś, co łączy ją więc z Anne Rice, jednak byłabym bardzo ostrożna z tym porównaniem. Literatura Hand oznacza się bardzo podobnym umiejscowieniem urody i miłości w centrum, lecz podczas gdy Rice odnajduje w życiu piękno w niespodziewanych miejscach, uwypukla je, podnosi do potęgi n-tej i uwzniośla, Hand potrafi odnaleźć je w tak zwanej ohydzie, wyciąga je na światło dzienne, opisuje i uwzniośla.
Fakt ten czyni prozę Hand pomimo wszelkiej kontrowersji tak liryczną, jak poezja.
Jej opowieść „Przebudzenie Księżyca” o odrodzeniu Bogini Matki we współczesnym świecie Waszyngtonu jest wspaniałą, choć niesztampową historią miłosną, doskonale obrazującą idee tzw. Hymnu o miłości z biblijnego Listu św. Pawła do Koryntian.
Skomplikowana fabuła wplata ową miejscami wzruszającą, miejscami zabawną opowieść w wir pomiędzy czarownikami Benandanti a Boginię.
Przy tym dodać należy, że przy tym całym katastrofizmie opowieści Hand w większości nie kończą się źle. Ich charakter dobrze oddają słowa piosenki: „A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój”. Mimo tematyki chtonicznej, miejscami demonicznej lub katastroficznej Hand na końcus obdarza swoje postaci pokojem. Historiom tym daleko do klasycznego, hollywoodzkiego Happy Endu, a jednak czytając je jakoś łatwo uwierzyć, że po ciemności i w ciemności zawsze jest jakieś światło.
Jej pisarstwo, a także ona sama widziana poprzez jej pisarstwo wraz z całą jego skomplikowaną dychotomią całą sobą przypomina właśnie owo światło. Jak czarne światło – doskonały oksymoron, który zawarła w tytule jednej ze swoich powieści, jest unikatowa i szczególna.
Anna Koroniak
Zdawać by się mogło, iż w dobie cyfrowego sprzętu fotografi...
Virginia Woolf to angielska pisarka, modernistka i feministk...