
Piękne, zmysłowe, seksowne i niezwykle niebezpieczne – oto jak najprościej można zdefiniować kobiety najsławniejszego agenta „Jej królewskiej Mości”, Jamesa Bonda.
O tym, że Bond był zwykłym kobieciarzem, wie każda z nas. I szczerze mówiąc, nie damy sobie zamydlić oczu, że niby wykonywał zadanie, wymagające, hm… pościelowych rozwiązań. Jedno jest pewne – na wierność i wieczne oddanie, nie ma co liczyć w przypadku tego pana.
Pierwsza wybranka 007, Honey Ryder (w tej roli ówczesna sexbomba Hollywood – Ursula Andress) była niby blondwłosa Afrodyta, wynurzająca się z fal. Aktorka jako jedna z nielicznych wtedy, zdobyła się na przywdzianie skąpego bikini. Było to niemal jak rewolucja kinowa. Niestety, rola w „Doktorze No.” była dla Andress pechowa – nie udało jej się w innych produkcjach zaistnieć na tyle, by odsunąć od siebie natarczywe skojarzenia z „dziewczyną Bonda”.
Nie dla wszystkich jednak aktorek, wcielających się w role partnerek agenta, ten jeden epizod był swoistym początkiem i końcem kariery. Wystarczy wymienić takie nazwiska jak Halle Berry czy Jane Seymour, Sophie Marceau czy Denise Richards by przekonać się, że dobre aktorstwo obroni się przed szufladkowaniem. Pytana o rolę w Bondzie, Marceau przyznała, że praca nad filmem była dla niej zaskoczeniem, bowiem bardziej niż o jakość scenariusza, troszczono się o fryzurę Brosnana (Pierce’a – przyp. A. Dz.). cóż… taki urok produkcji...
Polska, jak powszechnie wiadomo, też miała swój „piękny udział” w bondowskiej serii. W rolę Natalii, radzieckiej programistki wcieliła się polska aktorka i modelka Izabela Scorupco, na stałe mieszkająca ówcześnie w Szwecji. „GoldenEye” przyniosło jednak pozorną sławę, zaś późniejsze jej produkcje boleśnie obnażyły braki w umiejętnościach aktorskich tej pięknej acz mało przekonywującej kobiety (wystarczy przytoczyć rolę Heleny w „Ogniem i mieczem”).
Jedną z najbardziej wzbudzających emocje, pełną w sensie artystycznym aktorką i „kobietą Bonda” była Eva Green, wcielająca się w rolę Vesper w „Casino Royale”. Niepokojąca uroda Green i chłód jej osoby okazały się nie do odparcia nie tylko dla widzów, ale i … dla samego Bonda. Vesper ponoć była jedyną kobietą, jaką Bond kiedykolwiek kochał.
Zatem, moje drogie, obojętnie czy jesteście słodkie jak Kurylenko (nie mylić z Kirilenko, rosyjską tenisistką), ostre jak Teri Hatcher czy enigmatyczne jak Grace Jones, każda z nas ma szansę, by pewnego dnia pewien niezwykły mężczyzna zamówił przy nas Martini wstrząśnięte niemieszane i rzekł: „My name is Bond, James Bond”.
Ania Dzikowska
Zdawać by się mogło, iż w dobie cyfrowego sprzętu fotografi...
Virginia Woolf to angielska pisarka, modernistka i feministk...