
Jakiś czas temu dorwałam czytadło dla kobiet ogólnie, z którego dowiedziałam się zaskakującej rzeczy o dzisiejszych polskich gimnazjalistach, a raczej ich wyrafinowanych sposobach na pozbycie się tak zwanej cnoty. Do tej pory zabawa w tak zwane „słoneczko”- czyli układanie się w kółko dziewczyn na ziemi, by ich koledzy mogli je po kolei zaliczać, w swoistym wyścigu, kto dłużej „wytrzyma” - była mi nie znana.
Przeczytałam i nie uwierzyłam. W moim idealistycznym umyśle bowiem chciałam nadal wierzyć, że dzieci są słodkie i niewinne, poza tym – dajcie spokój – „słoneczko?”. Brzmi to trochę jak kiepski pomysł na powiastkę quasi-erotyczną.
Traf jednak chciał, że akurat tego dnia jechałam w odwiedziny do ciotki, która jest nauczycielką w specjalnym ośrodku, od lat ma więc codzienny kontakt z trudną młodzieżą, ale również ze zwykłymi nastolatkami z gimnazjum. Pierwszego wieczoru od razu zapytałam o zjawisko, autentycznie przekonana, że okaże się bujdą. Nic z tych rzeczy, ciocia potwierdziła, że wie o takich przypadkach. Zamurowało mnie z lekka. Zaskakujące zjawisko sprawiło, że poczułam się z lekka staro i nie au courant. Z nostalgią starej baby pomyślałam, że moje „pokolenie” było inne.
Pamiętam doskonale, jak, 10 czy 11 lat temu, sama będąc w drugiej klasie liceum słuchałam przekazywanych po kątach, w atmosferze skandalu, plotek o koleżankach, które mając 16 lat miały już pierwszy seks za sobą. Skandal jest medialny, marketingowy, tak więc informowano się o tym z jakąś dozą ekscytacji i (wewnętrznym) chichotem. W moim środowisku były to przypadki nieczęste jednak.
Moja ciocia natomiast opowiedziała mi z kolei inną, ciekawą historię, od której obecnie, kobieta w miarę współczesna będzie boki zrywać.
Tak więc mieszkała sobie na pierwszym roku studiów w czasach komunistycznych, gdzie Polska była” najweselszym barakiem systemu”, w akademiku koedukacyjnym. Miała 6 czy 7 współlokatorek, oszczędzało się na przestrzeni. I razu pewnego zdarzyło się, że jedna z nich poszła wieczorem do pokoju swojego chłopaka, który przemieszkiwał w pojedynkę, czy też którego współlokator wyjechał, i n i e w r ó c i ł a na noc. Pozostałe dziewczyny całą noc nie spały, zamartwiając się, czy delikwent aby nie robi ich koleżance krzywdy.
Ha! Można się śmiać, ale kontrast pomiędzy tamtym wspomnieniem a obecną sytuacją „słoneczkową” jest uderzający, jeśli nie druzgocący. Oczywista naiwność nie mogących zasnąć koleżanek strzela po oczach jak wściekle jaskrawy neon, pozwolę sobie jeszcze dodać, że martwiła się nie jedna ze współlokatorek, ale wszystkie razem… !
Co tu dużo gadać, czasy się zmieniają, zmieniają się i społeczne wyzwania ogólnonarodowe. Realny socjalizm zepchnął erotykę i seks do podziemia, czy też – do domów, za zasłoniętymi firanami, wychowane w duchu swojego czasu walczącego o lepsze z reminiscencjami tzw. przedwojennego wychowania pokolenie moich rodziców jest inne, dużo bardziej pruderyjne, zachowawcze. Moje pokolenie dorastające w atmosferze wolności, musiało i nadal musi zmierzyć się z wolnościowością, swoistym leseferyzmem kulturalnym, entuzjastycznym upojeniem wolnością, wpajającym nam, że wszystko nam wolno.
I tak, pokolenie Bridget Jones ustąpiło miejsca pokoleniu Samanthy Jones, a „Dziennik Bridegt Jones” „Dziennikowi Nimfomanki” Valerie Tasso. Seks wypełzł z podziemia i jest wszędzie, zdawałoby się, oprócz jednego miejsca, gdzie jest naprawdę potrzebny – w polskiej edukacji, jedynej alkowie, która nie nadąża za naszą własną odmianą rewolucji kulturalnej.
Anna Koroniak
Zdawać by się mogło, iż w dobie cyfrowego sprzętu fotografi...
Virginia Woolf to angielska pisarka, modernistka i feministk...
25/05/2011 10:18
Świetny felieton i trafna ocena.W pełni podzielam twe zdanie, jestem świadoma prawdy,iż "tempora mutantur et nos mutamur in illis",ale odnoszę wrażenie,ze jest coraz gorzej.Gdy ja byłam nastolatką,nikomu nie przychodziły do głowy"słoneczka" tudzież inne tego typu wygłupy,wszystko miało swój czas,swą kolej,trzymanie za rękę,pierwsze pocałunki,powoli odkrywało się swą seksualność i dojrzewało do seksu.I to było piękne,myślę.Co prawda jestem zdania,ze wiele zależy od rodziców i sposobu wychowania,więc nie można generalizować,ale większość młodych ludzi w czasach dzisiejszych zaczyna przygodę o wiele za wcześnie,bawiąc się w dorosłych w, często, żenujący sposób.Aż strach myśleć,co będzie za 10 lat...