Formularz szukania

Tytuł Strony


Navigation



KobietaFelietony

SMALL TALK PO POLSKU | 05.04.2011

SMALL TALK PO POLSKU

Zastanawia mnie, jak powinien reagować człowiek myślący, na wyliczankę w stylu: „nienawidzę tej pory roku” (za zimno w zimie, za gorąco w lecie), „nie mogę znieść tego kraju, bo niechybnie zmierza ku ekonomicznej przepaści”, „mój biedny kot przeszedł już piąty zabieg, nie licząc kastracji, i bardzo cierpi” – żeby nie popaść w przygnębienie.

Czy wypada: zignorować zgorzkniałe tematy narzucane i zacząć opowiadać – o czymś przyjemnym – by – w rezultacie – urazić uczucia rozmówcy?

Uwielbiam moich znajomych. Są inteligentni, wrażliwi, a gdyby wyjęto im serca – okazałoby się, że to złoto najwyższej próby. Czemu zatem, pytani, czy nie pytani – serwujemy sobie nawzajem pogawędkę w polskim stylu, skupiając się na porażkach diagnostyki medycznej, nieudanych operacjach z błędem w sztuce lekarskiej w tle, niepowodzeniach własnych, troskach codziennych, biznesowych upadłościach, jednym słowem – niepowetowanych stratach.

Wyczytałam, że ten swoisty klimat, tworzony podczas incydentalnych spotkań ma służyć (to nie jest żart!) – „ku pokrzepieniu serc”. Mówiąc dużymi literami, znajomy po to opowiada mi o tym, że zbankrutował, żebym poczuła się lepiej (szczęśliwie się składa – że mam umowę o pracę, więc – w mniemaniu kolegi – mogę spać spokojnie).
Pewnie należy w takich sytuacjach, kierując się empatią, rzucić interlokutorom na pożarcie, chociażby, własne bolączki. Powiedzieć na przykład: „mam wrzody, rozwód i kredyt hipoteczny”, albo „szef jest toksyczny, garściami wychodzą mi włosy (z przemęczenia), a w sobotę przyjeżdża kuzynka z Pułtuska i zostaje do końca weekendu”.

Jako kobieta pracująca – (prawie) wszystko robię w biegu. Notoryczne narzekanie jest dla mnie nie do zniesienia i zdecydowanie przerasta mój potencjał w zakresie inteligencji emocjonalnej. W kwestii tolerancji na tematy, opisujące żenującą teraźniejszość, reprezentuję typ: mniej, niż zero. Nie znaczy to, oczywiście, że chciałabym zmienić się w kogoś, kto uśmiecha się, jak pracownik hotelu Hilton, wpuszczający gości do windy. Albo, że chciałabym rezonować ze szczęściem w amerykańskim stylu. Ale, opowieści ludzi o tym, jak wiodą żywot robaczywy z partnerem z przysłowiowej łapanki u boku odbierają mi apetyt na życie.

Co wtedy robię? Ćwiczę w myślach coraz szybszą wymowę zdania: „To co, że ze Szwecji” i zamykam się szczelnie w kapsule własnych myśli. Spoglądam na coś zielonego (sposób mojego ojca), a gdy to nie pomaga – odcinam bezprzewodowe połączenie ze światem ludzi zadowolonych inaczej.

Rozmowy podszyte cierpiętnictwem nazywam cichym zabójcą udanego dnia. Zatem, gdy ktoś notorycznie narzeka, przestańmy mu wtórować (że ten kraj to katastrofa, nie mówiąc już o stanie dróg i oświaty…).

Delikatnie, z wyczuciem, zmieńmy płytę na weselszą, lub – neutralną. Życie, jak napisano, nie jest fotograficzną ciemnią.

Chociaż, z drugiej strony, te przydługie wieczory mogłyby wreszcie się skończyć, prawda?..

AGNIESZKA PODŁUCKA

Dodaj komentarz

Imię i nazwisko lub nick (pole wymagane)
Adres e-mail (nie będzie opublikowany) (pole wymagane)
Strona WWW
Zabezpieczenie antyspamowe. Wpisz w pole wynik: 5 + 7 =

Komentarze

Renata
06/04/2011 09:40
Oj tak, uwielbiamy narzekać :) ale może rzeczywiście jest to forma pocieszania drugich :) Jak już czuć wiosnę w powietrzu to może będziemy mieli mniej ochoty na narzekanie, wiosna to taki powiew optymizmu:) Proszę o więcej tekstów Pani Agnieszki
Marzena Kucharska
07/04/2011 20:55
Świetny kolejny felieton, który czyta się z przyjemnością i zaciekawieniem. Ludzie wspólcześni stworzeni są do narzekania. Z całego Achillesa widzą tylko piętę...
Ilona Locka
10/04/2011 20:43
Tak ! Pani Agnieszko! Narzekanie mamy we krwi! Cierpliwość i wspieranie drugich czasami wychodzi nam bokiem, bo ileż to można? Najwyższy czas pomyśleć o czym pięknym i miłym. Wiosna, sprzyja każdemu, piękna rodząca się roślinność, ile wśród niej przyjemności! Cieszmy się każdym dniem, bo nie znamy jutra! Polak potrafi! Pozdrawiam, Pani naprawdę piszę ciekawie! Lubie czytać Pani felietony!
Maria
12/04/2011 17:48
Bardzo ciekawy felieton Pani Agnieszki, dziękuję za trafne obserwacje naszej rodzimej mentalności,narzekanie mamy bowiem we krwi i oczywiście dotyczy ono zarówno sfery prywatnej, jak również publicznej, bo na co Polak najbardziej lubi ponarzekać jak nie na politykę, polityków i wszechobecny bałagan. Cóż, takie nasze przywary. Czekam na kolejny tekst.
Stirlitz
12/04/2011 20:51
Niestety Pani Agnieszko, to powszechne w naszym narodzie - takie męczeństwo dnia codziennego - szczególnie przyjaciele i rodzina traktują nas jak konfesjonały - trochę jak wizytę u darmowego psychoanalityka - w końcu nasza ukształtowana przez wieki chrześcijańska natura nakazuje pomagać bliźniemu - choćby dobrą radą lub słowami otuchy - problem w tym, że tyle tego cierpienia i klęsk, że konstruktywne i kreatywne myślenie, doping i działania wspierające przegrywają z pobłażliwym głaskaniem po główce, obejmowaniem ramieniem i kacem po całowieczornym i/lub całonocnym aplikowaniu ogólnodostępnych środków czasowo znieczulających w płynie - gdyż są to metody tańsze, prostsze i często przyjemniejsze... I tak płyniemy na tej tratwie rozbitków życia (choć ten syndrom rozbitka sami sobie wmawiamy)... Łby do góry narodzie i powycierać te nosy... To mówiłem ja, Jarząbek...
Raszannna
15/04/2011 13:36
Z nadejściem wiosny wszystko się zmienia i mam nadzieję że nasze życie również.Ulubiony mój kolor to właśnie zieleń we wszyskich odcieniach a promienie słońca potrafią czynić cuda nieprawdaż Pani Agnieszko.I po co tu narzekać?

Polecane

Fotografia

polecane

Przewaga fotografii analogowej

Zdawać by się mogło, iż w dobie cyfrowego sprzętu fotografi...

Kuchnia

polecane

Naleśniki

Naleśniki to jedno z najprostszych dań, jakie zdarzyło się c...

Ciąża

polecane

Mężczyzna przy porodzie

Coraz powszechniejsza staje się obecność mężczyzny przy poro...

Sylwetki znanych kobiet

polecane

Virginia Woolf

Virginia Woolf to angielska pisarka, modernistka i feministk...



krótki_opis