Formularz szukania

Tytuł Strony


Navigation



KobietaFelietony

Seriale nie na serio | 02.08.2011

Seriale nie na serio

Już od dawna zastanawiam się, dlaczego Polki tak chętnie oglądają seriale? Chyba za-częło się od „Niewolnicy Izaury”, a potem już z górki - droga do nałogowego gapienia się w brazylijskie opery mydlane była już prosta.

Z własnych obserwacji mogę śmiało powiedzieć, że oglądanie, nie oszukujmy się, pustych seriali to nasza narodowa ułomność. Wystarczy ro-zejrzeć się we własnym otoczeniu. Dla przykładu – co robi moja mama, gdy kończy się jeden serial, a w jego miejsce jest emitowany kolejny? Oczywiście wciąga się w następny. Jest to wtedy święta godzina, nie można przeszkadzać, ani broń Boże burzyć tego porządku dnia.

Najbardziej gra na nerwach polska podróbka „Ostrego Dyżuru”, czyli „Na dobre i na złe”. Tak cudownych, szczególnie uzdolnionych, miłych lekarzy tylko ze świecą szukać. A nie wspomnę już, że w Polsce jest dość duży procent ludzi, którzy wierzą w seriale, np. moja babcia jest przekonana, że istnieją takowi właśnie specjaliści ze szpitala w Leśnej Górze i jej chore stawy też mogliby na pewno uleczyć (swoją drogą, dobrze, że babcia nie ogląda „dr Hous’a”). A może to taki chwyt i serial ma służyć poprawie wizerunku polskiej służby zdro-wia? Kolejna tragikomedia to „Klan”, ale tu już w ogóle brak mi słów.

Duży szum medialny wywołał serial TVN-u „Brzydula”. Właściwie to nie wiem o co tyle hałasu. Wątek znany doskonale na całym świecie, film kręcony w każdym zakątku ziemi. Fabuła – no cóż, przewidywalna... Od początku śmierdział brazylijską telenowelą. Niezbyt urodziwa, ale mądra dziewczyna zakochuje się bez pamięci w swoim przystojnym szefie.

Zastanawia mnie dlaczego nie mogłoby choć raz być odwrotnie, kobieta na wysokim stanowisku, a jakiś nijaki facet, zakompleksiony i nieszczęśliwie zakochany. No cóż, takie cuda, to nie w telewizji. Na szczęście doszukałam się jednej pozytywnej kwestii - główna bohaterka przechodzi metamorfozę i przeistacza się z cichej, szarej myszki w piękną, pewną siebie i ambitną kobietę. Jak zwykle wszystko kończy się Hapy End’em, bo jakżeby inaczej.

Jeden komercyjny serial się skończył, a na jego miejsce TVN wprowadził kolejny „Majkę”, a potem „Prosto w serce”. No cóż trzeba iść za ciosem. Jak zwykle bywa, główni bohaterowie to ludzie młodzi, urodziwi, z dobrych domów. On bogaty...i żonaty. Ona niewinna, zagubiona i zakochana...w nim oczywiście.

Widzowie takie bajki kupują. Nasza narodowa naiwność nie ma granic, mimo że przy „M jak Miłość”, „Klanie czy „Plebanii’ - „Z archiwum X” to film oparty na faktach. Ale i tak nic nie pobije na głowę „Mody na sukces”. To jakaś abstrakcja rzeczywistości, gdzie każdy z każdym kręci.

Trzeba zwrócić uwagę, na zależność, że im bar-dziej żałosna i nierealna fabuła, tym serial chętniej oglądany. Jak w chociażby na przykładzie „Majki” widać, że w XXI wieku można, i to skutecznie, wciskać ludziom kit, że przez omyłkę podczas cytologii lekarz możne zapłodnić dziewicę. Jednym słowem niepokalane poczęcie!

Idąc takim tokiem myślenia następny serial TVN powinien opowiadać o dziewczynie, której przypadkiem podczas wizyty u dentysty przeszczepiono nerkę. W ogóle sam pomysł z ciążą poprzez inseminację obcym nasieniem uważam za niesmaczny. Co więcej mógł zniechęcić kobiety do badań profilaktycznych. Na początku pomyślałam: o fajnie, że film promuje bada-nia kontrolne, ale potem uświadomiłam sobie, że niektóre kobiety mogą się przestraszyć, że lekarz się pomyli i zajdą w ciążę. Niestety wciąż wiele osób identyfikuje się z tego typu pro-dukcjami. Ja jednak wierzę, że kobiety nie są tak bezmyślne.

Jest tylko jedno wyjaśnienie tak wysokiej oglądalności seriali w Polsce. Serial daje iluzję cudownego życia, ciepła rodzinnego, przyjaciół na których można zawsze liczyć. Dla młodych kobiet liczą się przede wszystkim historie wspaniałej miłości, takiej, która zdarza się tylko raz w życiu. Płeć piękna z zapartym tchem śledzi codziennie losy bohaterów, marząc jednocześnie, że też kiedyś spotka tak cudownego faceta, przystojnego, kulturalnego, dobrze wychowanego, pełnego wdzięku i dobra.

Tak naprawdę każda kobieta stawia się w na miejscu głównej bohaterki, chciałaby mieć jakąś pasję, dobrą pracę, idealną rodzinę, która ją wspiera i wymarzoną miłość. Nie zdają sobie sprawy, że to tylko serial, nie prawdziwe życie, a nawet jeśli zdają sobie sprawę, to chcą choć na te 20 minut w ciągu dnia żyć w bajkowym świecie miłości, odległym od codziennych problemów i trosk. Tak więc takie seriale są chyba po-trzebne. Każdy chce czasem uciec od życia, choćby w taki sposób. Moim zdaniem lepiej jed-nak nie uciekać, tylko chwytać je za rogi. Po co marzyć o miłości, skoro można ją mieć w realnym życiu.

Wystarczy przestać marnować czas na oglądanie telewizji i zacząć myśleć o sobie. Dość sterylnych seriali!

Renata Kulenty

Dodaj komentarz

Imię i nazwisko lub nick (pole wymagane)
Adres e-mail (nie będzie opublikowany) (pole wymagane)
Strona WWW
Zabezpieczenie antyspamowe. Wpisz w pole wynik: 8 - 2 =


Polecane

Fotografia

polecane

Przewaga fotografii analogowej

Zdawać by się mogło, iż w dobie cyfrowego sprzętu fotografi...

Kuchnia

polecane

Naleśniki

Naleśniki to jedno z najprostszych dań, jakie zdarzyło się c...

Ciąża

polecane

Mężczyzna przy porodzie

Coraz powszechniejsza staje się obecność mężczyzny przy poro...

Sylwetki znanych kobiet

polecane

Virginia Woolf

Virginia Woolf to angielska pisarka, modernistka i feministk...



krótki_opis