
Jakiś czas temu pisałam o filmie Deepy Mehty pt. „Woda”, obrazującym życie indyjskich wdów według zasad religii hinduistycznej, skazującej je na stos, ashram lub poślubienie brata zmarłego męża. Jednym z filarów owego systemu społecznego było zawieranie ślubu dzieci, lub dziecięcych panien młodych z o wiele starszymi kawalerami. Mehta opowiedziała w swoim filmie ich życie w roku 1938r., w czasie wielkich przemian, inspirowanych między innymi przez Ghandiego.
Czy więc Ghandi, zderzenie z cywilizacja zachodnią oraz lata świeżej wolności i postępu technologicznego sprawiły, że Indie zapomniały o swoich tradycjach?
Nie. National Geographic wraz z Cynthią Gorney i Stephanie Sinclair przynosi nam wieści z Indii, zadziwiająco przypominające historie znad „Wody” Mehty.
Praktykowanie zaślubin dzieci trwa do dzisiaj. Prawo jest im przeciwne, i zdaje się chronić dziewczynki przed takim losem, jednak większość ceremonii odprawianych jest nocą, oraz na wiejskich obszarach, co skutecznie utrudnia, a nawet uniemożliwia ich wykrycie.
National Geographic w osobie owych dwóch kobiet dotarło jednak do wioski w północnych Indiach, gdzie planowany był ślub trzech młodych dziewczyn z jednej rodziny, Radhy, Gory i Rajani. Najstarsza z nich –Radha - miała 15 lat, jej siostra 13, jednak ich siostrzenica, zarazem trzecia i najmłodsza panna młoda – 5. W Indiach kobieta może wyjść za mąż legalnie po ukończeniu 18 roku życia, jakkolwiek ze względu na honor rodziny oraz aby zapobiec plotkom – i jak rozumiem, w celu otoczenia dziewczyny większym szacunkiem i godnością – powszechnie praktykuje się aranżowanie ślubów dziewcząt już po okresie dojrzewania. Małe dzieci, jak w przypadku Rajani, „dodaje się” jednak jako którąś kolejną narzeczoną podczas zaślubin starszych krewniaczek. Ich imiona w takim wypadku nie są wymieniane na zaproszeniach, i ślub dokonuje się w sekrecie.
Oto więc trzy Hinduski były przygotowywane do zamążpójścia. Wydawał je ojciec dwóch starszych i dziadek młodszej.
Rajani opiekowali się rodzice jej matki, ze względu na złą sytuację w jej domu. Dziewczynka była oczkiem w głowie dziadka, lecz, zadziwiające, jej ślub także był jego inicjatywą. Postanowił wżenić ją i Radhę do jednej rodziny, którą wybrał starannie i zaakceptował, by czuła się w ten sposób mniej samotna. Przyszły mąż Rajani jest od niej 5 lat starszy, a ona sama, pomimo zawarcia małżeństwa ma pozostać z rodziną do osiągnięcia wieku prokreacyjnego. Wola ochrony dziewczynki przez głowę rodziny wydaje się jasna.
Jak powinniśmy to ocenić? Czy w ogóle powinniśmy oceniać?
Jak ocenili to okcydentalni świadkowie ceremonii?
Cynthia Gorney opisuje ciekawą rozmowę, którą opowiedziała jej Sreela Das Gupta, była członkini ICRW, organizacji pracującej na rzecz walki z zawieraniem ślubów przez dzieci. Do ich agencji przyszedł ojciec hinduskiej dziewczyny, i zadał proste pytanie:
„Czy, jeśli zechcę wydać córkę za mąż, kiedy będzie starsza, weźmiecie odpowiedzialność za jej ochronę?”. Pracownik, który z nim rozmawiał, zwrócił się do pani Das Gupta, pytając:
„Co mam mu powiedzieć, jeśli jego córka zostanie zgwałcona w wieku 14 lat?”
Czy na takie pytania istnieją odpowiedzi?
Daleka jestem od osądzania systemów religijnych i społecznych innych od tego, w jakim mnie wychowano. I chociaż mój laicki, agnostyczny umysł całym sobą krzyczy w proteście, to jednak wiem, że za owymi tradycjami, często dziwnymi, niezrozumiałymi, okrutnymi momentami, stoi równie częsta autentyczna wiara w właściwość owego postępowania, jak również kryjąca się za nią dobroć.
Zderzenia kulturowe są, były i zawsze będą trudne i bolesne. Im szybsze, tym bardziej bolesne. Sama nie wiem, czy i kiedy mamy prawo wkraczać w świat zupełnie nam obcy z naszą zachodnia wiedzą, laicyzmem i doświadczeniem. Dla mnie odpowiedz jest jedna – tylko wtedy, gdy ktoś jednoznacznie cierpi.
I mimo mojego całego kosmopolityzmu zacytuję tutaj Alberta Einsteina:
„Chociaż starałem się być uniwersalnym w moich myślach, jestem Europejczykiem poprzez skłonności oraz instynkt”.
Obawiam się, że ja też. Staram się jednak pamiętać również to, co napisała Helen Fielding, autorka
„Dziennika Brigdet Jones”:
„Istnieje więcej niż jeden cholerny sposób na życie” .
A.Einstein, cyt. za Einstein:Quotes , tłum. własne [http://einstein.biz/quotes]
H. Fielding, Bridget Jones’s Diary,2001 Picador Macmillan Publishing Ltd., tłum. własne str. 42
Anna Koroniak
Zdawać by się mogło, iż w dobie cyfrowego sprzętu fotografi...
Virginia Woolf to angielska pisarka, modernistka i feministk...
03/07/2011 21:07
Tak, nie nam Europejczykom oceniać ich sposób życia i obyczaje, co dla nas może być nie normalne dla nich może być codziennością. Dlatego może nie oceniajmy za szybko, a czytajmy wiecej i podróżujmy starając się dojść co i jak:) Artykuł 10na 10:)