Formularz szukania

Tytuł Strony


Navigation



KulturaFilm

Wiatr znad Gangesu. | 03.07.2011

Wiatr znad Gangesu.

Jakiś czas temu pisałam o filmie Deepy Mehty pt. „Woda”, obrazującym życie indyjskich wdów według zasad religii hinduistycznej, skazującej je na stos, ashram lub poślubienie brata zmarłego męża. Jednym z filarów owego systemu społecznego było zawieranie ślubu dzieci, lub dziecięcych panien młodych z o wiele starszymi kawalerami. Mehta opowiedziała w swoim filmie ich życie w roku 1938r., w czasie wielkich przemian, inspirowanych między innymi przez Ghandiego.

Czy więc Ghandi, zderzenie z cywilizacja zachodnią oraz lata świeżej wolności i postępu technologicznego sprawiły, że Indie zapomniały o swoich tradycjach?

Nie. National Geographic wraz z Cynthią Gorney i Stephanie Sinclair przynosi nam wieści z Indii, zadziwiająco przypominające historie znad „Wody” Mehty.

Praktykowanie zaślubin dzieci trwa do dzisiaj. Prawo jest im przeciwne, i zdaje się chronić dziewczynki przed takim losem, jednak większość ceremonii odprawianych jest nocą, oraz na wiejskich obszarach, co skutecznie utrudnia, a nawet uniemożliwia ich wykrycie.

National Geographic w osobie owych dwóch kobiet dotarło jednak do wioski w północnych Indiach, gdzie planowany był ślub trzech młodych dziewczyn z jednej rodziny, Radhy, Gory i Rajani. Najstarsza z nich –Radha - miała 15 lat, jej siostra 13, jednak ich siostrzenica, zarazem trzecia i najmłodsza panna młoda – 5. W Indiach kobieta może wyjść za mąż legalnie po ukończeniu 18 roku życia, jakkolwiek ze względu na honor rodziny oraz aby zapobiec plotkom – i jak rozumiem, w celu otoczenia dziewczyny większym szacunkiem i godnością – powszechnie praktykuje się aranżowanie ślubów dziewcząt już po okresie dojrzewania. Małe dzieci, jak w przypadku Rajani, „dodaje się” jednak jako którąś kolejną narzeczoną podczas zaślubin starszych krewniaczek. Ich imiona w takim wypadku nie są wymieniane na zaproszeniach, i ślub dokonuje się w sekrecie.

Oto więc trzy Hinduski były przygotowywane do zamążpójścia. Wydawał je ojciec dwóch starszych i dziadek młodszej.

Rajani opiekowali się rodzice jej matki, ze względu na złą sytuację w jej domu. Dziewczynka była oczkiem w głowie dziadka, lecz, zadziwiające, jej ślub także był jego inicjatywą. Postanowił wżenić ją i Radhę do jednej rodziny, którą wybrał starannie i zaakceptował, by czuła się w ten sposób mniej samotna. Przyszły mąż Rajani jest od niej 5 lat starszy, a ona sama, pomimo zawarcia małżeństwa ma pozostać z rodziną do osiągnięcia wieku prokreacyjnego. Wola ochrony dziewczynki przez głowę rodziny wydaje się jasna.
Jak powinniśmy to ocenić? Czy w ogóle powinniśmy oceniać?

Jak ocenili to okcydentalni świadkowie ceremonii?

Cynthia Gorney opisuje ciekawą rozmowę, którą opowiedziała jej Sreela Das Gupta, była członkini ICRW, organizacji pracującej na rzecz walki z zawieraniem ślubów przez dzieci. Do ich agencji przyszedł ojciec hinduskiej dziewczyny, i zadał proste pytanie:

„Czy, jeśli zechcę wydać córkę za mąż, kiedy będzie starsza, weźmiecie odpowiedzialność za jej ochronę?”. Pracownik, który z nim rozmawiał, zwrócił się do pani Das Gupta, pytając:

„Co mam mu powiedzieć, jeśli jego córka zostanie zgwałcona w wieku 14 lat?”

Czy na takie pytania istnieją odpowiedzi?

Daleka jestem od osądzania systemów religijnych i społecznych innych od tego, w jakim mnie wychowano. I chociaż mój laicki, agnostyczny umysł całym sobą krzyczy w proteście, to jednak wiem, że za owymi tradycjami, często dziwnymi, niezrozumiałymi, okrutnymi momentami, stoi równie częsta autentyczna wiara w właściwość owego postępowania, jak również kryjąca się za nią dobroć.

Zderzenia kulturowe są, były i zawsze będą trudne i bolesne. Im szybsze, tym bardziej bolesne. Sama nie wiem, czy i kiedy mamy prawo wkraczać w świat zupełnie nam obcy z naszą zachodnia wiedzą, laicyzmem i doświadczeniem. Dla mnie odpowiedz jest jedna – tylko wtedy, gdy ktoś jednoznacznie cierpi.
I mimo mojego całego kosmopolityzmu zacytuję tutaj Alberta Einsteina:

„Chociaż starałem się być uniwersalnym w moich myślach, jestem Europejczykiem poprzez skłonności oraz instynkt”.

Obawiam się, że ja też. Staram się jednak pamiętać również to, co napisała Helen Fielding, autorka

„Dziennika Brigdet Jones”:

„Istnieje więcej niż jeden cholerny sposób na życie” .



A.Einstein, cyt. za Einstein:Quotes , tłum. własne [http://einstein.biz/quotes]
H. Fielding, Bridget Jones’s Diary,2001 Picador Macmillan Publishing Ltd., tłum. własne str. 42

Anna Koroniak

Dodaj komentarz

Imię i nazwisko lub nick (pole wymagane)
Adres e-mail (nie będzie opublikowany) (pole wymagane)
Strona WWW
Zabezpieczenie antyspamowe. Wpisz w pole wynik: 8 + 0 =

Komentarze

agaK
03/07/2011 21:07
Tak, nie nam Europejczykom oceniać ich sposób życia i obyczaje, co dla nas może być nie normalne dla nich może być codziennością. Dlatego może nie oceniajmy za szybko, a czytajmy wiecej i podróżujmy starając się dojść co i jak:) Artykuł 10na 10:)

Polecane

Fotografia

polecane

Przewaga fotografii analogowej

Zdawać by się mogło, iż w dobie cyfrowego sprzętu fotografi...

Kuchnia

polecane

Naleśniki

Naleśniki to jedno z najprostszych dań, jakie zdarzyło się c...

Ciąża

polecane

Mężczyzna przy porodzie

Coraz powszechniejsza staje się obecność mężczyzny przy poro...

Sylwetki znanych kobiet

polecane

Virginia Woolf

Virginia Woolf to angielska pisarka, modernistka i feministk...



krótki_opis